Profesor John Lennox przedstawia swój kontrargument na rzecz istnienia Boga w odpowiedzi na słowa Dana Bakera, byłego pastora z 19-letnim stażem, który stał się ateistą.
———————————————————————————————————-
‚Wierzę w Boga. Wierzę w nadprzyrodzonego Boga, który stworzył niebo i ziemię. Wierzę w Boga, który utrzymuje niebiosa Ziemi przy istnieniu. Wierzę w to na podstawie racjonalnych dowodów. Kiedy patrzymy na rozwój nauki w XVI i XVII wieku, Alfred North Whitehead i wielu innych stwierdziło, że ludzie stali się naukowcami, ponieważ oczekiwali prawa w naturze, a prawa w naturze oczekiwali, ponieważ wierzyli w dawcę prawa.
Zatem, panie i panowie, nie wstydzę się tego, że jestem jednocześnie naukowcem i chrześcijaninem, ponieważ prawdopodobnie to chrześcijaństwo dało mi mój temat. Zdumiewa mnie to, że dzisiejsi poważni myśliciele w dalszym ciągu proszą nas, abyśmy wybierali między Bogiem a nauką. To jakby prosić ludzi, aby wybrali między Henrym Fordem a inżynierią jako wyjaśnieniem samochodu.
Kiedy Newton odkrył swoje prawo grawitacji, nie powiedział, że ‚Mam prawo, więc nie potrzebuję Boga’, nie, ale napisał ‚Principia Mathematica’, prawdopodobnie największe dzieło w całej historii nauki, ponieważ widział, że Bóg nie jest tym samym rodzajem wyjaśnienia, co wyjaśnienie naukowe.
Bóg nie konkuruje. Dlaczego istnieje raczej coś niż nic? Allan Sandage, genialny kosmolog, który po pięćdziesiątce został chrześcijaninem, powiedział: „Bóg jest odpowiedzią na to pytanie”, ale obecnie ludzie tak desperacko chcą pokazać, że wszechświat powstał z niczego, co wydaje mi się bezpośrednim oksymoronem. Jeśli powiem, że X stworzył Y, zakładam istnienie X, aby wyjaśnić istnienie Y. Jeśli powiem, że X stworzył X, zakładam istnienie X, aby wyjaśnić istnienie X, co po prostu pokazuje, że nonsens pozostaje nonsensem, nawet jeśli wypowiadają go wpływowi naukowcy. Przypomina mi to trochę cytat GK Chestertona, który powiedział: „Zaobserwowano, jak narzeka się, że jest nie do pomyślenia, aby niewyobrażalny Bóg stworzył wszystko z niczego, a następnie udowadnia się, że bardziej do pomyślenia jest, aby nic nie zamieniło się we wszystko”
‚Niebiosa opowiadają chwałę Boga’ – głosi starożytny psalm, a my nieco wyjaśniliśmy tę kwestię, widząc doskonałe dostrojenia podstawowych sił natury. Jest to coś tak uderzającego dla naukowców, że wymaga wyjaśnienia. I wydaje mi się, że Arno Penzias miał rację (jest laureatem Nagrody Nobla, który odkrył mikrofalowe promieniowania tła, na którym opiera się wiele dowodów na Wielki Wybuch) powiedział: „astronomia prowadzi nas do wyjątkowego wydarzenia: wszechświata który został stworzony z niczego, charakteryzujący się bardzo delikatną równowagą potrzebną do zapewnienia dokładnie właściwych warunków wymaganych do umożliwienia życia, i taki, który ma ukryty, można by rzec, nadprzyrodzony plan’.
Chcę jednak przejść do tego, co moim zdaniem jest jednym z podstawowych argumentów przemawiających za teizmem. Zakładam, że wierzymy w rozum – dlatego wszyscy tu jesteśmy. Jako naukowiec wierzę, że wszechświat jest racjonalnie zrozumiały. Jest to coś, co sprawiło, że niektórzy geniusze nauki domagali się wyjaśnień. Einstein powiedział, że jedyną niezrozumiałą rzeczą we wszechświecie jest to, że jest on zrozumiały. Vigner mówił o nieuzasadnionej efektywności matematyki. Jak to się dzieje, że matematyczka myśląca tutaj, może wymyślić równania, które wydają się pasować do wszechświata tam? No i jak jest naprawdę? Ponieważ ironia stanowiska ateisty jest tutaj oczywista. Moi przyjaciele ateiści, a mam ich wielu, mówią mi, że siła napędowa ewolucji, która ostatecznie wytworzyła nasze ludzkie zdolności poznawcze (w tym rozum), nie była w ogóle związana z prawdą, ale z przetrwaniem – a wszyscy o tym wiemy, panie i panowie, co często zdarzało się i zdarza się nadal prawdzie, gdy jednostki, przedsiębiorstwa handlowe lub narody czują się zagrożone i walczą o przetrwanie.
Czołowy filozof Alvin Plantinga z Notre Dame mówi: „Jeśli ateiści mają rację, że jesteśmy produktem bezmyślnych, niekierowanych procesów naturalnych, to dali mocny powód, aby wątpić w wiarygodność ludzkich zdolności poznawczych, a zatem nieuchronnie wątpić w ważność jakiegokolwiek przekonania które wytwarzają – łącznie z ich ateizmem, ich biologią i ich wiarą w naturalizm – wydaje się zatem, że toczą ze sobą wojnę w konflikcie, który nie ma nic wspólnego z Bogiem”. Jednak moi przyjaciele ateiści nadal upierają się, że racjonalna jest dla nich wiara, że ewolucja ludzkiego rozumu nie była ukierunkowana na odkrywanie prawdy – a jednak – irracjonalna, według nich, jest moja wiara, że ludzki rozum został zaprojektowany i stworzony przez Boga, abyśmy mogli zrozumieć i uwierzyć w prawdę. Ciekawa logika. Kontrastuje z tym teizm biblijny, który twierdzi, że ostateczna rzeczywistość jest osobista i inteligentna, a powodem, dla którego nauka działa – i to była siła motywująca, która pchała wielkich pionierów nauki – jest to, że wszechświat tam na zewnątrz i ludzki umysł tutaj, który zajmuje się nauką, są ostatecznie wytworem tego samego inteligentnego boskiego umysłu. Istoty ludzkie są stworzone (jak jest to nam powiedziane) na obraz Boga, a to oznacza, że można uprawiać naukę. Ma to dla mnie, jako naukowca, nieskończenie więcej sensu niż ateizm.
No cóż, przejdę na chwilę do kwestii etyki. Zachowanie etyczne, podobnie jak zachowanie racjonalne, oczywiście samo w sobie nie wymaga wiary religijnej. Jest to spójne z faktem, że ludzie zostali stworzeni na obraz Boga jako racjonalne osoby moralne. Ale tak jak sugeruję, że racjonalności nie da się wyjaśnić bez istnienia Boga, tak ośmielam się zasugerować, że nie da się wyjaśnić także istnienia moralności.
Tak jak współczesna nauka wyrosła ze źródeł judeochrześcijańskich, tak samo powstała koncepcja równości ludzi.
Posłuchaj ateisty Jurgena Habermasa, prawdopodobnie jednego z czołowych niemieckich intelektualistów. Powiedział, że uniwersalistyczny egalitaryzm, z którego zrodziły się ideały wolności, naszego zbiorowego życia i solidarności, indywidualna moralność sumienia, prawa człowieka i demokracja, jest bezpośrednim dziedzictwem etyki judaistycznej i chrześcijańskiej etyki miłości. To dziedzictwo, zasadniczo niezmienione, jest przedmiotem ciągłego krytycznego zawłaszczania, reinterpretacji – do dziś nie ma dla niego alternatywy. Wszystko inne to tylko jałowe postmodernistyczne gadaniny. I wydaje mi się, że uderza on w sedno czegoś ważnego, bo wartość człowieka, na którym opiera się jego egalitaryzm, nie opiera się na tym, co człowiek może zrobić, ale na tym, z czego jest stworzony – jaki jest nasz dom – jest stworzony na obraz Boga.
Nigdy nie zapomnę rozmowy z naszym kolegą z Akademii Nauk podczas jednej z moich licznych wizyt w Rosji, który powiedział: „Wiesz John, myśleliśmy, że możemy obalić Boga i zachować wartość dla istot ludzkich. Odkryliśmy, że nie możemy i zamordowaliśmy ich miliony”. A Aleksander Sołżenicyn powiedział: „Jeśli ktoś mnie zapyta, dlaczego poświęcono 60 milionów moich rodaków, to odpowiedź brzmi – zapomnieliśmy o Bogu”.
Nauka, choć wspaniała, jest ograniczona. Nawet noblista, analizując ciasto, nie jest w stanie stwierdzić, po co zostało ono zrobione. Ale ciocia Matylda, która to zrobiła, może ci powiedzieć. Ona może ci to wyjawić. Ale jeśli ci tego nie wyjawi, nigdy się nie dowiesz.
I to prowadzi mnie do kolejnego dowodu. Podobnie jest ze wszechświatem. Możemy to znakomicie przeanalizować, ale ostatecznie, jeśli ma on Stwórcę (a sądzę, że ma), tylko on może nam powiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi – i zrobił to w pełnej mocy narracji biblijnej. W szczególności w swojej analizie problemu ludzkości nie tylko w kategoriach załamania zachowań między ludźmi, ale wertykalnego załamania zaufania między nami a Stwórcą.
Wyjątkowe rozwiązanie tego problemu nie polega jedynie na rozwoju etycznym człowieka (chociaż jest to bardzo ważne), ale na czymś znacznie głębszym: przywróceniu zerwanej relacji z Bogiem poprzez zbawienie, które On przyniósł przez Jezusa Chrystusa. Radykalna relacja, która uzdalnia nas do etycznego życia w oparciu o Boga. I tu dochodzimy do czegoś, co jest dla mnie głównym dowodem; nie tylko ze względu na istnienie, ale i naturę Boga. To jest Jezus Chrystus. To On nie tylko nauczał złotej zasady, ale ją ucieleśniał: karmił głodnych, uzdrawiał chorych i cierpiących, witał wyrzutków społeczeństwa, przynosił honor i szacunek marginalizowanym w ich wstydzie oraz przyniósł przebaczenie i pokój wielu milionom dookoła świata. Oczywiście, jest w stanie to zrobić, bo choć był człowiekiem, to w wyjątkowy sposób nigdy nie był tylko człowiekiem, ale Bogiem, który stał się człowiekiem.
Głównym dowodem na poparcie tego zaskakującego twierdzenia jest oczywiście jego historyczne zmartwychwstanie, które zapoczątkowało chrześcijaństwo na świecie. To oczywiście, panie i panowie, kluczowa kwestia. Jeśli Jezus powstał z martwych, śmierć nie jest końcem, a ateizm jest fałszywy. Jeśli Jezus nie powstał z martwych, chrześcijaństwo jest fałszywe. Pamiętam też, że jako student w Cambridge słuchałem genialnego eksperta prawnego Sir Normana Andersona, analizującego dowody z jego prawnego punktu widzenia jako genialnego prawnika. Na koniec dodał: „Pusty grób Jezusa stanowi zatem prawdziwą skałę, o którą daremnie rozbijają się wszelkie racjonalistyczne teorie o Zmartwychwstaniu”.
Tak na koniec, gdy czytam Biblię, czerpię nie tylko satysfakcję intelektualną, której tam znajduję sporo, ale wyczuwam głos Boga, który do mnie przemawia. Powiedziałeś, że to bardzo osobiste. Ale panie i panowie, zapytano nas dzisiaj o wiarę w Boga. I chcę mocno podkreślić, że Bóg nie jest teorią, jest osobą. A jeśli początkiem mnie jako osoby jest osobowy Bóg, to naprawdę najbardziej ekscytującą rzeczą jest – czy istnieje możliwość poznania Boga? Dlatego też nie tylko wierzę, że Bóg istnieje; Poznałem Go i zaufałem Mu. I mam ku temu mocne powody, ponieważ Chrystus umarł i zmartwychwstał za mnie, co wywołało we mnie poczucie całkowicie niezasłużonego przebaczenia, akceptacji i pokoju. To umożliwiło mi zmierzenie się z brzydką stroną mojej natury i przy Bożej pomocy coś z tym zrobić, ale umożliwiło mi to także zmierzenie się z czymś innym.
Najtrudniejszym problemem, przed którym stoję jako chrześcijanin, jest problem zła i bólu.
Moja siostrzenica w wieku 22 lat zachorowała na guza, który ją zabił. Co mam powiedzieć mojej siostrze? I to jest najtrudniejszy problem, przed jakim stoimy. Ale wydaje mi się, że ateizm nie ma tutaj odpowiedzi. Ponieważ z definicji ateizm wierzy, że ludzka śmierć jest końcem, więc nie ma ostatecznej nadziei. Ale widzicie, panie i panowie, moglibyśmy tu zostać do północy i dłużej, argumentując, jak to się robiło na tym uniwersytecie od wieków, co dobry Bóg powinien, mógłby, jeśli nie, mógłby, po prostu, czy nie mógłby zrobić i dojdziemy donikąd.
Wydaje mi się więc, że możemy zadać kolejne pytanie i brzmi ono tak: zakładając, że życie przedstawia nam podwójny obraz, widzimy pewne piękne rzeczy: widzimy postrzępione krawędzie, widzimy zranienie i ból oraz widzimy radość. Jak możemy się z tym pogodzić. I wydaje mi się, że nie jest to uproszczona odpowiedź, ale okno na odpowiedź i to jest to. Jeśli rzeczywiście prawdą jest, że Jezus jest, jak sądzę, synem Bożym, to możemy zadać pytanie: „Co Bóg czyni na krzyżu?”
I odpowiedź brzmi, przynajmniej Bóg nie pozostaje odległy od naszego ludzkiego cierpienia, ale stał się jego częścią. A druga strona tego jest taka: ponieważ Jezus powstał z martwych, będzie ostatecznym sędzią. Oto ironia losu – ponieważ ateizm z definicji nie ma ostatecznej nadziei na sprawiedliwość – zdecydowana większość ludzi w historii świata umarła bez sprawiedliwości i umrze bez sprawiedliwości. A jeśli śmierć jest końcem, to oczywiście nie mają nadziei na ostateczną sprawiedliwość, ale obietnica zawarta w Nowym Testamencie, gwarantowana przez zmartwychwstanie Jezusa głosi, że to On będzie sędzią w nadchodzącym dniu.
Panie i panowie, oto niektóre z powodów, dla których wierzę, że Bóg jest prawdziwy i godny zaufania.
Dziękuję.’



