Pytanie o problem zła i ciepriepenia istniejącego na ziemi i gdzie w tym wszystkim jest Bóg, jeśli jest dobry i istnieje, jest stare jak świat, ale dotyczy ono każdego z nas, gdyż cierpienie i zło spotyka nas wszystkich, zarówno ateisty, jak i wierzącego. Chrześcijaństwo i ateizm mają swoje odpowiedzi na to pytanie, jednak tylko jedna opcja daje nadzieję i obiecuje sprawiedliwość…
Poniższy tekst jest fragmentem debaty – „Bezbożne dobro? Źródła piękna i moralności” – pomiędzy profesorem psychologii Nicholas Christenfeld, a emerytowanym profesorem matematyki Johnem Lennoxem w której temat zła i cierpienia został poruszony.
Nicholas Christenfeld – „Och, problem zła jest właściwie moim ulubionym problemem w religii. Zaczyna się od dwóch założeń: Bóg jest całkowicie dobry i Bóg jest wszechmocny. A potem, jeśli jesteś teologiem albo chrześcijaninem, który się nad tym zastanawia, zmagasz się przez całe życie z problemem zła.
Chodzi o ludzi podejmujących złe decyzje — można powiedzieć, że to wolna wola. Ale są też dzieci chore na raka kości, tsunami — sytuacje, w których nie ma nawet mowy o przezwyciężaniu trudności, bo po prostu giniesz. Więc jak radzić sobie ze złem?
Dla wielu ludzi jest to ogromny problem. A wystarczy cofnąć się o krok i pomyśleć, że może jedno z tych założeń jest błędne — i wtedy problem zła znika. Nie ma problemu zła. Bóg nie jest całkowicie dobry. Bóg nie jest wszechmocny. Albo Bóg nie istnieje. Każda z tych możliwości rozwiązuje problem.
To byłoby tak, jakbym miał teorię, że wszystkie owoce są takie same. A potem spędzałbym całe życie, zmagając się z problemem, że banany są dłuższe niż winogrona. Wymyślałbym różne teorie o perspektywie albo o innych rzeczach, żeby to wyjaśnić.
W świecie natury zasoby są ograniczone, istnieje konkurencja o zasoby. W świecie natury istoty żywe zawsze będą balansować na granicy niedostatku pożywienia. W przeciwnym razie rozmnażałyby się bardziej, a ich potomstwo i tak ostatecznie znalazłoby się na granicy głodu.
Na przykład buk przez całe swoje życie wytwarza około miliarda nasion. W stabilnym lesie z tego miliarda nasion tylko jedno stanie się drzewem bukowym. Gdyby buki mogły odczuwać smutek, nie byłoby większego smutku niż to. Ale to nie jest problem zła. To po prostu sposób, w jaki działa świat.”
John Lennox: ‚Nie jestem pewien, czy ludzie, którzy zginęli w Auschwitz, uznaliby taką odpowiedź za satysfakcjonującą. Mam na myśli to, że podróżując dziś po świecie zauważam coś bardzo interesującego. Nawet w tym tygodniu poproszono mnie dwa razy, żebym mówił o problemie zła — na cztery wystąpienia. Widzę bowiem, że ludzie cierpią. Szukają odpowiedzi. Widzą, jak ich przyjaciele cierpią — czy to z powodu katastrofy naturalnej, jak guz mózgu, czy dlatego, że zostali zgwałceni albo w jakiś sposób wykorzystani. I desperacko próbują się z tym pogodzić.
Uważam, że to bardzo trudny problem. To najtrudniejszy problem, z jakim się mierzę. Nie sądzę, żeby ateizm rozwiązywał to inaczej niż w dość trywialny sposób. Mówi on po prostu: „Cóż, taki jest świat”. Ale widzicie — ateizm nie usuwa bólu ani cierpienia.
Bardzo często spotykam ludzi, którym właśnie powiedziano, że zostało im kilka tygodni albo miesięcy życia. I oni chcą odpowiedzi. Chcą umieścić to wszystko w jakimś większym obrazie. I potrafię to zrozumieć.
Gdybym nie wierzył, że istnieje jakaś droga do odpowiedzi na to pytanie, nie siedziałbym tu nawet przez sekundę, bo naprawdę współczuję ludziom, którzy znajdują się po najtrudniejszej stronie cierpienia.
Problem naszego świata polega na tym, że możemy dyskutować o tym, czy Bóg jest całkowicie dobry, czy wszechmocny, i gdyby był taki, mógłby zrobić to czy tamto. Ale żaden z nas nigdy nie był w pełni usatysfakcjonowany takimi argumentami filozoficznymi — jak myślę zasadniczo wskazywałeś.
Dzieje się tak dlatego, że kiedy skończymy wszystkie filozoficzne rozważania, stajemy wobec dwóch rzeczy, które nazywam „pięknem i drutem kolczastym”. Mamy przed sobą świat mieszany i obraz mieszany — i musimy spróbować nadać mu sens.
Ja twierdziłbym, że ateizm powierzchownie wydaje się mieć rozwiązanie, ale w głębi go nie ma, ponieważ pozostawia cierpienie. Cierpienie nie znika — a jednocześnie usuwa wszelką nadzieję. I przechodząc możliwie szybko do sedna, ponieważ uważam, że to ogromne pytanie i zasługuje na długą i poważną refleksję.
Przyjechałem do Christ Church w Nowej Zelandii dwa dni po trzęsieniu ziemi. Musiałem spotykać się z ludźmi, którzy stracili swoich mężów lub żony, a w każdym wywiadzie radiowym i telewizyjnym pytano mnie o jedno: dlaczego trzęsienia ziemi?
To bardzo trudne pytanie, ponieważ trzęsienia ziemi są w pewnym sensie konieczne dla zachowania życia ludzkiego na Ziemi. Gdy się to uwzględni, pojawia się bardzo poważne pytanie: czy Bóg nie mógł stworzyć świata, w którym takie rzeczy się nie zdarzają? Czy nie mógł stworzyć świata, w którym ludzie nie czynią sobie nawzajem tych strasznych rzeczy?
Odpowiedź na to drugie pytanie brzmi: oczywiście, że mógłby. My sami potrafimy tworzyć takie światy — nazywają się światami robotów — ale nie ma w nich ludzi. W rzeczywistości życzylibyśmy sobie własnego nieistnienia, gdybyśmy powiedzieli: „Czy Bóg nie mógł stworzyć świata, w którym ludzie nie są zdolni do czynienia zła?”, ponieważ zło jest odwrotną stroną zdolności do czynienia dobra, dlatego dla mnie głębokie pytanie brzmi tak: skoro istnieje zarówno piękno, jak i drut kolczasty, czy istnieje gdziekolwiek we wszechświecie jakiś dowód na to, że jest Bóg, któremu można powierzyć ten świat?
Moja bardzo krótka odpowiedź, jest taka: w samym sercu chrześcijaństwa znajduje się krzyż i cokolwiek to oznacza — jeśli centralne twierdzenie chrześcijaństwa jest prawdziwe, że Jezus jest Bogiem wcielonym — to Bóg znalazł się na krzyżu.
Zadaję więc sobie pytanie: co Bóg robi na krzyżu? Jedno z przesłań jest takie, że Bóg nie pozostał daleko od problemu ludzkiego cierpienia, ale sam stał się jego częścią. Gdyby na tym kończyła się historia, nie miałbym dokąd pójść. Ale to nie jest koniec historii. Centralnym dowodem prawdziwości chrześcijaństwa jest zmartwychwstanie Jezusa. A to otwiera ogromną możliwość, że ostatecznie sprawiedliwość zostanie wymierzona. A kiedy mówimy o etyce i moralności, dla mnie jest to najważniejszy element całej sytuacji — że sprawiedliwość ostatecznie zostanie dokonana.
Powiedziałem to kiedyś Richardowi Dawkinsowi, że sprawiedliwość jest pierwszą rzeczą, która przychodzi mi na myśl. Odpowiedział: „Ja walczę o sprawiedliwość w tym życiu”. Odpowiedziałem: „Ja też. Ale Richardzie, ty nie masz żadnej ostatecznej nadziei na sprawiedliwość”.
Ogromna większość ludzi, którzy kiedykolwiek żyli, nie doświadczyła sprawiedliwości w tym życiu. A jeśli nie ma przyszłego istnienia, w którym mogliby ją otrzymać, to nigdy jej nie dostaną. Ich wołanie o sprawiedliwość — z komór gazowych czy z jakiegokolwiek innego miejsca — okazałoby się tylko iluzją.
Ja po prostu w to nie wierzę. Wierzę, że istnieją dowody na coś przeciwnego — że istnieje Bóg, który ostatecznie zaprowadzi sprawiedliwość.
Nie twierdzę, że jest to pełne rozwiązanie problemu zła, ale wierzę, że to potężny punkt wyjścia, ponieważ widziałem, jak zmienia życie ludzi i daje im nadzieję.”
Postaram się odnieść w miarę szczegółowo do widea (link na końcu tekstu), które Adrian zatytułował: ‚Maryja według Biblii jest Wieczną Dziewicą’, a które zaczyna się od wypowiedzi, zakładam, wierzącego człowieka, w której stwierdza: ‚Więc później Maria miała z Józefem inne dzieci’, a następnie wykazuje na Ew. Mateusza 13:55 i zaczyna czytać werset w tłumaczeniu Jakuba Wujka, jednak po zaledwie przeczytanych trzech pierwszych słowach ‚Izaż ten nie jest’ jego wideo się urywa i pojawia się autor, mówiąc: ‚Panie heretyku baptystyczny. Maryia jest zawsze dziewicą’.
To znamienne, że nie Adrian nie pozwolił na kontynuowanie czytania całego wersetu, ale już na samym początku to wideo obciął, co wskazuje, że nie chciał pokazać oglądającym, o czym ten werset mówi, gdyż jego treść jest przeciwna wnioskowi, jaki sam wysuwa, a on mówi tak: ‚Czyż nie jest to syn cieśli? Czyż matce jego nie jest na imię Maria, a braciom jego Jakub, Józef, Szymon i Juda? A siostry jego, czyż nie są wszystkie u nas’? Czyż nie klarowanie wskazuje na rodzeństwo Jezusa? Ale głębiej do tego tematu jeszcze dojdziemy.
Zanim przejdę do dalszego omawiania, chciałbym zwrócić uwagę na język Adriana, jaki użył w stosunku do autora omawianego przez siebie widea, nazywając go ‚heretykiem baptystycznym”. Nazywanie kogoś heretykiem, tylko dlatego, że ma odmienne zdanie, jest raczej mało biblijne. Gdyby twierdził np., że Jezus jest aniołem i stworzeniem, jak to czynią Świadkowie, co łamałoby zasadniczą wiarę chrześcijaństwa, to uzasadnione byłoby użycie takiego słowa, lecz w przypadku Marii, gdzie w żadnym miejscu Biblia nie naucza jasno i wyraźnie, że „Maryja jest Wieczną Dziewicą’ i nie jest to kwestia zbawienia, użycie takiego sformułowania uważam za niegrzeszne, a przede wszystkim niebiblijne.
‚Mowa wasza niech będzie zawsze uprzejma, zaprawiona solą, abyście wiedzieli, jak macie odpowiadać każdemu’ (List do Kolosan 4:6)
Następnie przechodzi do wersetu 56 z 27 rozdziału Ew. Mateusza: ‚Wśród nich była Maria Magdalena i Maria, matka Jakuba i Józefa, i matka synów Zebedeuszowych’, stwierdzając, że pod krzyżem stała Maria Kleofasowa, która była matką Józefa i Jakuba i na tym opiera swe pytanie: ‚To co, Józef i Jakub mieli dwie matki?’. Pomocny byłby tu werset z Ew. Jana 19:25 ‚A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena’ by pokazać na czym Adrian opiera swą teorię. Czy jednak to takie oczywiste i wynika z tego, że Józef i Jakub byli synami innej matki, niż Maria, matka Jezusa, czy może mówimy o innym Józefie i Jakubie, bo były to ówcześnie popularne imiona?
Jeden z komentarzy biblijnych opisuje ten werset tak: „Maria, matka Jakuba i Józesa. — W Ewangelii według Ewangelia Marka (Mk 15,40) jest opisana jako matka „Jakuba Mniejszego” (a trafniej: Małego) i Józesa; przydomek ten odróżnia pierwszego z nich od Jakuba, syna Zebedeusza, a być może także od Jakuba, syna Alfeusza. Mogła ona jednak być tą samą osobą co żona Kleofasa (być może inna forma imienia Alfeusz), wspomniana w Ewangelii Jana (J 19,25) jako stojąca pod krzyżem wraz z Matką Pana i — zgodnie z naturalnym rozumieniem tekstu — określona jako jej siostra. W takim przypadku określenie „Mały” odnosiłoby się do syna tej siostry.
Czy te dwa imiona, które pojawiają się również na liście „braci Pańskich” (Mk 6,3), wskazują, że była ona matką owych braci, jest kwestią, której nie mamy wystarczających dowodów, by ją rozstrzygnąć. Wydaje się jednak, że raczej nie, ponieważ przy takim założeniu „bracia” byliby tożsami z trzema synami Alfeusza wymienionymi w gronie Dwunastu — poglądem, który mamy powody odrzucić”
Jak widać, nie jest to takie oczywiste, jak autor widea nam przedstawił.
Czy faktycznie Józef nie współżył ze swoją żoną po porodzeniu przez Marię Jezusa?
Przytoczmy pewien ważny fragment z Mateusza 1:25 ‚lecz nie zbliżał się do Niej, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus’ w tłumaczeniu Tysiąclatki. Spójrzmy na inne tłumaczenia:
‚Ale nie obcował z nią, dopóki nie powiła syna, i nadał mu imię Jezus’ (Warszawska)
‚I nie współżył z nią, aż urodziła swojego pierworodnego syna i nazwał Go imieniem Jezus’ (Toruńska)
Katoliccy teologowie uznają, że Maria nie miała relacji seksualnej z Józefem, ale pozostała dziewicą nawet po urodzeniu Jezusa, jednak dlaczego mieliby unikać relacji intymnej, skoro Bóg stworzył ją dla małżeństwa jako dar, nie tylko do rozmarzania się, ale też i do cieszenia się sobą i pogłębienie więzi między małżonkami. Seks jest cudownym darem od Boga i w żadnym razie nie czynił Marii mniej świętą, więc nie widzę powodu do abstynencji od współżycia małżeńskiego, tym bardziej, że Bóg nakazał by się rozmnażać Adamowi i Ewie czy rodzinie Noego ‚I błogosławił im Bóg mówiąc: Rozradzajcie się i rozmnażajcie się, i napełniajcie wody w morzach, a ptactwo niech się rozmnaża na ziemi!’ (Księga Rodzaju 1:22), ‚I pobłogosławił Bóg Noego i synów jego, i powiedział do nich: Rozradzajcie się i rozmnażajcie, i napełniajcie ziemię’ (Księga Rodzaju 9:1) i w przeciągu historii nie zmienił podejścia do tego swego przykazania, tym bardziej w stosunku do Żydów, w tym przypadku Marii i Józefa, gdyż byli nielicznym narodem i posiadanie dzieci, mogła tę sytuację zmienić, tym bardziej, że dzieci, nie są przekleństwem, lecz są darem od Boga, więc nie ma przesłanek, by twierdzić, że Maria pozostała dziewicą na zawsze i o tym pisze teolog Dale Partridge:
‚Kolejny kluczowy fragment, który kwestionuje doktrynę wieczystego dziewictwa Maryi, to Mateusz 1:25, gdzie napisano: „A nie znał jej, aż urodziła syna.” Greckie słowo oznaczające „aż” (ἕως οὗ) w tym kontekście sugeruje zmianę stanu po opisanym wydarzeniu. Katolicy często dyskutują nad znaczeniem słowa „aż”. Jednak w Ewangelii Mateusza „zmiana stanu po wydarzeniu” jest jedynym sposobem użycia tego wyrażenia. Naturalne odczytanie tego wersetu sugeruje więc, że Józef nie miał stosunków małżeńskich z Maryją przed narodzinami Jezusa, ale użycie „aż” (heōs) wskazuje, że po narodzinach mogły nastąpić normalne relacje małżeńskie.
Ten sposób rozumienia relacji małżeńskich między Józefem a Maryją jest zgodny z Bożym planem dla małżeństwa, opisanym w księdze stworzenia, gdzie Bóg mówi: „Rozradzajcie się i rozmnażajcie” (Rodzaj 1:28). Przykazanie to zostało wydane w stanie bezgrzeszności, co pokazuje, że związek seksualny między mężem a żoną nie jest grzechem, lecz częścią dobrego i doskonałego Bożego planu dla człowieka.
Apostoł Paweł potwierdza to w 1 Kor 7:3-5, gdzie instruuje małżonków, aby nie odmawiali sobie nawzajem bliskości fizycznej, chyba że na określony czas za obopólną zgodą, w celu modlitwy. Nauczanie Pawła jasno pokazuje, że stosunki małżeńskie są istotną częścią przymierza małżeńskiego. Odmawianie współżycia w małżeństwie, poza ustalonym czasem na modlitwę, byłoby grzechem, ponieważ pozbawia partnera należnego prawa w ramach przymierza i podważa jedność oraz cel małżeństwa.’
Adrian jednak upiera się przy swoim i powołuje się na ST w którym dostrzega wieczne dziewictwo Maryi powołując się na poniższy werset:
‚Ogrodem zamkniętym jest moja siostra, oblubienica, ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym’ (Pieś nad pieśniami 4:12)
Jednak on w żadnym razie nie mówi o Maryi, lecz z całego kontekstu widać, że dotyczy on intymnego i miłosnego zaangażowania między kobietą, a jej ukochanym, co jest alegorią do Boga i Jego ludu, lub Chrystusa i Jego kościoła. Następnie stara się tę samą operację przeprowadzić z wersetem z Ezechiela i pokazać przez niego Maryję.
‚I rzekł do mnie: Ta brama będzie zamknięta, nie będzie się jej otwierać i nikt nie będzie przez nią wchodził, gdyż Pan, Bóg izraelski, wszedł przez nią, dlatego będzie zamknięta’ (Ezechiela 44:2)
Ponownie, nie ma tu mowy o Maryi, ale jest szalona próba wciśnięcia jej w znaczenie tego tekstu, kiedy on mówi nam zupełnie o czymś innym, spójrzmy na komentarz Matthew Henry:
‚Rozdział 44:1-31 zawiera przepisy dotyczące prawdziwych kapłanów. Książę najwyraźniej oznacza Chrystusa, a słowa w wersecie 2 mogą przypominać, że nikt inny nie może wejść do nieba, prawdziwego przybytku, tak jak Chrystus – mianowicie dzięki swojej własnej doskonałości, osobistej świętości, sprawiedliwości i sile. Ten, który jest Blaskiem chwały Jahwe, wszedł dzięki własnej świętości; droga ta jednak jest zamknięta dla całej ludzkości, a my wszyscy musimy wejść jako grzesznicy, przez wiarę w Jego krew i moc Jego łaski’
Możemy więc stwierdzić patrząc na kontekst tych wersetów i ich przesłanie, że Duch Święty nie zapowiada wiecznego dziewictwa Maryi, lecz autor czyni eisegezę tekstu biblijnego, czyli stara się przypisać mu własne ide, wcisnąć tam znaczenie, którego tam nie ma, zamiast zastosować poprawną egzegezę!
Co do próby wykazania, że ‚pierworodny’ nie oznaczało, że Jezus miał rodzeństwo, ale po prostu mógł być jedynym dzieckiem Marii i Józefa. Tak, mogło tak być, jednak czy tak było?
Wróćmy ponownie do Dale Partridge : ‚Łukasz 2:7 mówi: „I porodziła swego pierworodnego Syna, i zawinęła Go w pieluszki, i położyła w żłobie, bo nie było dla nich miejsca w gospodzie.” Łukasz, znany ze swojej dokładności w relacjonowaniu wydarzeń, używa tu wyraźnie terminu „pierworodny” (greckie: πρωτότοκος, prototokos). Nie mówi „jedyny syn” (greckie: μονογενής, monogenēs), co było biblijnym określeniem używanym przez Jana i dostępne dla Łukasza, gdyby Jezus był rzeczywiście jedynym i wyłącznym Synem Maryi.
Tak, termin „pierworodny” podkreśla prymat Jezusa, ale również sugeruje, że nie był jedynym dzieckiem Maryi (był jej synem pierwszym urodzonym). Innymi słowy, Łukasz nie mówi tu tak jak Paweł o teologicznym prymacie w Rzymian 8:29 czy Kolosan 1:15, lecz odnosi się do rodzinnego kontekstu i historycznej rzeczywistości. Oznacza to, że gdy Łukasz pisał Ewangelię, wiedział, że Maryja miała też inne dzieci po Jezusie.”
Kolejnym etapem w wypowiedzi autora w obronie dziewictwa wiecznego Maryi jest użycie greckiego słowa ‚ἀδελφός’ (adelphos), które w zasadzie według niego oznacza, że ono dotyczyło braci wierzących, w sensie braci w wierze, a nie braci rodzonych jakimi rzekomo w jego rozumieniu byli Józef czy Jakub, którzy mieliby być rodzeństwem Chrystusa. No to poczytajmy tych, którzy wiedzą coś więcej o językach starożytnych niż my:
„Niektórzy apologeci katoliccy argumentują, że greckie słowo ἀδελφός (adelphos) mogłoby odnosić się do kuzynów lub bliskich krewnych, a nie do prawdziwych braci. Jednak ten argument jest błędny. Język grecki ma specyficzne słowo na kuzyna, ἀνεψιός (anepsios), które użyte jest np. w Kolosan 4:10: „Arystarch, mój współwięzień, pozdrawia was, a Marek, kuzyn (ἀνεψιός) Barnaby”. Greka ma też słowo na krewniaka lub spokrewnionego, συγγενής (syngenēs), użyte w Łukasza 1:36, 2:44 i 1:61. Gdyby ewangelista chciał przekazać, że rodzeństwo Jezusa to w rzeczywistości kuzyni lub dalsi krewni, mógłby łatwo użyć ἀνεψιός (kuzyn) lub συγγενής (krewny)’
Prawda jest taka, że nie ma ani jednego miejsca w Piśmie, gdzie słowo ‚adelphos’ (brat) opisuje kuzynów lub innych krewnych krwi.
Pismo konsekwentnie rozróżnia więzi rodzinne. W Łukasz 14:12, gdy Jezus naucza o hojności, czytamy: „Powiedział także do tego, który go zaprosił: Gdy wydajesz obiad lub ucztę, nie zapraszaj przyjaciół ani braci (adelphos), ani krewnych, ani bogatych sąsiadów, aby oni nie zaprosili cię w zamian i nie otrzymałeś zwrotu.” To ważne, ponieważ pokazuje, że Pismo świadomie rozróżnia relacje rodzinne, gdy jest to potrzebne (zob. także Łukasz 21:16). Łukasz również wykazuje precyzję w używaniu języka rodzinnego, gdy mówi o Józefie jako ojcu Jezusa: „Jezus, gdy rozpoczął swoją działalność, miał około trzydziestu lat, będąc synem (jak się przypuszczało) Józefa…” (Łukasz 3:23).
Dlatego konsekwentne użycie ‚ἀδελφός’ (adelphos) w całym Nowym Testamencie dowodzi, że byli to rzeczywiście biologiczni bracia Jezusa. Twierdzenie, że każde inne użycie tego słowa przez różnych apostołów oznacza coś innego tylko w odniesieniu do Jezusa – sugerując, że odnosi się do „kuzynów” lub „krewnych” zamiast „biologicznych braci” – jest rażąco niespójną interpretacją Pisma. Takie podejście zakłóca systematyczną i spójną naturę teologii biblijnej, w której terminy są używane konsekwentnie, by przekazywać jasne znaczenia. Nie stosowalibyśmy tych samych zasad interpretacji do innych terminów rodzinnych, takich jak „ojciec”, „matka” czy „syn”, ponieważ ryzyko błędu teologicznego byłoby ogromne.
Interpretowanie tego terminu w inny sposób tylko po to, by utrzymać doktrynę nigdy nie wspomnianą w Piśmie, jest nie tylko nieuzasadnione, ale też niebezpieczne. Podważa to integralność apostołów i spójność natchnionego Słowa Bożego’ – Partridge
By nie być posądzonym o całkowitą stronniczość, zacytuje tym razem katolickiego nieżyjącego już teologa John P. Meiera: ‚Paweł, Marek, Jan, Józef Flawiusz, a być może także Łukasz w Dziejach 1:14, mówią niezależnie o „braciach Jezusa” (lub Pana). Większość ich stwierdzeń łączy braci (a czasami także siostry) bezpośrednio z Maryją, matką Jezusa, w takich frazach jak „jego matka i jego bracia”. […] Greckie użycie u Józefa Flawiusza rozróżnia „brata i kuzyna”, […] dlatego szczególnie istotne jest, że Józef Flawiusz, niezależny żydowski pisarz I wieku, nazywa Jakuba z Jerozolimy, bez żadnych zastrzeżeń, „bratem Jezusa”. […]
W Nowym Testamencie nie ma ani jednego wyraźnego przypadku, w którym „brat” oznacza „kuzyna” czy nawet „przyrodniego brata”, podczas gdy istnieje wiele przypadków, gdzie oznacza brata fizycznego (pełnego lub przyrodniego). Jest to naturalne znaczenie słowa ‚adelphos’ u Pawła, Marka i Jana; Mateusz i Łukasz najwyraźniej podążali za tym znaczeniem i je rozwijali.
Użycie Pawła jest szczególnie ważne, ponieważ, w przeciwieństwie do Józefa Flawiusza czy ewangelistów, nie opisuje po prostu wydarzeń z przeszłości przekazanych mu ustnie lub pisemnie. Mówi o braciach Pana jako o osobach, które znał osobiście i spotkał, które żyły w czasie, gdy pisał swoje listy. […] Paweł, lub jego bliski uczeń, wyraźnie pokazuje, że tradycja paulowa doskonale znała słowo na „kuzyna” (anepsios w Kol 4:10). […]
Najbardziej prawdopodobna opinia jest taka, że bracia i siostry Jezusa byli jego rodzeństwem. Ta interpretacja tekstów Nowego Testamentu utrzymywała się wśród przynajmniej niektórych pisarzy Kościoła aż do końca IV wieku”
Jak widać, nawet katolicki teolog nie zgadza się z wnioskami Adriana w kwestii rodzeństwa Chrystusa…
Co do twierdzenia, że Ewangelia Mateusza została napisana po aramejsku, to wygląda na to, że nie jest to prawdą, lecz została napisana po grecku, choć są i głosy, że hebrajski był językiem użytym do jej spisania, jednak dostępne manuskrypty to język grecki. Przytoczę teraz wypowiedź krytyka tekstu, choć nie wierzącego, ale eksperta w tej dziedzinie Barta D. Ehrmana: „Istnieją przekonujące powody, by sądzić, że Mateusz również pisał po grecku. Oto jeden z nich. Od XIX wieku powszechnie uważa się (na bardzo przekonujących podstawach, których tutaj nie omawiam), że Mateusz korzystał jako jedno ze źródeł swoich opowieści o Jezusie z Ewangelii Marka. To wyjaśniałoby ich liczne, niemal dosłowne zgodności w niektórych fragmentach.
Jednak Ewangelia Marka została na pewno napisana po grecku. Mateusz musiał więc korzystać z greckiej wersji Marka. W niektórych miejscach ją dosłownie kopiował. Po grecku. W konsekwencji oznacza to, że Mateusz także musiał pisać po grecku. Nie ma innego wiarygodnego wyjaśnienia jego niemal dosłownych zgodności z Markiem”
Co do podróży do świątyni Jerozolimskiej. Nigdzie nie jest powiedziane, że braci Jezusa z nimi nie było w czasie tej podroży. Być może byli, ale fokus w tej historii nie dotyczył rodzeństwa, lecz Jezusa oraz Marii z Józefem. Milczenie Ewangelii w tej sprawie nie wyklucza ich istnienia.
Jeśli chodzi o sytuację w czasie której Jezus oddaje swoją matkę Janowi pod opiekę wisząc na krzyżu, a która zdaniem Adriana pokazuje, że Chrystus nie miał braci, bo gdyby ich miał, to oni mieli moralny obowiązek zająć się swą matką. Fakt jednak jest taki, że Jezus oddał pod opiekę apostoła Jana Marię, gdyż w tym czasie Jego bracia nie wierzyli w Niego ‚Bo nawet bracia jego nie wierzyli w niego’ (Ewangelia Jana 7:5), a nawet uważali Go za szaleńca ‚A krewni, gdy o tym usłyszeli, przyszli, aby go pochwycić, mówili bowiem, że odszedł od zmysłów’ (Ewangelia Marka 3:21), a Jan był wierzącym i miał możliwości i pewnie zasoby opieki nad Marią, stąd został przez Jezusa oddelegowany do tego zadania.
Nie jestem katolikiem, ale nie wiem gdzie Adrian wyszukał w tym fragmencie ‚Potem rzekł do ucznia: Oto matka twoja! I od owej godziny wziął ją ów uczeń do siebie’ (Ewangelia Jana 19:27) domniemanie, że Jan reprezentuje cały Kościół katolicki, skoro wyraźnie jest tam powiedziane, że nie całemu kościołowi lub całemu ludowi Bożemu przekazał Jezus Marię pod opiekę, lecz jedynie apostołowi Janowi mówiąc bezpośrednio do niego: ‚Oto matka twoja’, a nie ‚Oto matka wasza’ czy też ‚Oto matka całego kościoła’…
Kolejne kwestia, dotyczy niewiasty z Apokalipsy, którą Adrian uważa za Maryję, ale gdy uważnie przyjrzymy się temu tekstowi, to dostrzeżemy fakt, że Maryja, w przeciwieństwie do tej niewiasty, nie uciekała na pustynię, nie miała korony i nie jest uważana królową czy kogoś w tym rodzaju w Piśmie, ale niewiasta ta reprezentuje naród Izraela, jako wierny lud Boży z którego wyjdzie Mesjasz.
Patrząc więc na wszystkie argumenty Adriana i sprawdzając je z Pismem oraz biblijnymi uczonymi, nie wygląda na to, by jego teoria o wiecznym dziewictwie Maryi miała potwierdzenie w ewangelii, lecz jest raczej usilną próbą dopasowania jej tekstu do nauki człowieka, która stawia Marię w miejscu, gdzie jej Bóg nie postawił i ona jako wierna służebnica Pańska w swej pokorze i świadomości swej grzeszności, nigdy by się nie postawiła, więc to Adrian czyni, to dodaje jej cechy oraz atrybuty, którymi jej Bóg nie obdarzył, a Jezus powiedział:
‚Przykazania Boże zaniedbujecie, a ludzkiej nauki się trzymacie’ (Ewangelia Marka 7:8)
Na koniec Adrian stwierdza, że autora widea, które omawiał ‚należy do potomstwa węża z Edenu, a które też nasz Pan Jezus Chrystus podsumowuje plemię żmijowe’.
Jest to mocno przesadzona ocena drugiego wierzącego i nie wydaje mi się, by była biblijnym sposobem opisywania bliźniego z którym się nie zgadzamy teologicznie, tym bardziej, że kwestia nie dotyczy prawdy wiary, od której zależy nasze zbawienie, lecz różnicy zdań czy też zrozumienia tekstu biblijnego, który jednak w swym przesłaniu nie stoi po stronie Adriana w kwestii udowodnienia wiecznego dziewictwa Maryi, więc nie jest zasadne, a ni też biblijne wypowiadanie o innym wierzącym takich ostrych słów, stąd warto by autor pamiętał o ostrzeżeniu Pisma:
‚Jeśli ktoś sądzi, że jest pobożny, a nie powściąga języka swego, lecz oszukuje serce swoje, tego pobożność jest bezużyteczna’ (List Jakuba 1:26)
To jest bujda i kłamstwo, które dosyć często niewierzący starają się propagować — że to ludzie ciemni i niewykształceni wierzą w Boga, bo gdyby tylko „nakarmili się” wiedzą i nauką, to wiedzieliby, że Boga nie ma. Profesor James, podobnie jak wielu wybitnych naukowców, przeczy tej tezie, a nawet ją obala, gdyż wiedza i odkrycia, jakich dokonują w swoich dziedzinach, nie tylko nie sprawiają, że porzucają swoją wiarę, ale wręcz przeciwnie — umacniają ich w niej. Trzeba pamiętać, że to Stwórca dał nam rozum i intelekt, dzięki czemu możemy poznać, że Bóg „istnieje i nagradza tych, którzy Go szukają” (Hbr 11:6), a także że „przez wiarę poznajemy, iż światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak że to, co widzialne, nie powstało ze zjawisk” (Hbr 11:3).
Nauka nie odciąga ludzi od Boga, lecz czyni to zepsute serce, które nie chce pokutować i żyć w Bożej świętości, ale w cielesności, zaspokajając swoje „ja”.
‚Niech więc nie króluje grzech w waszym umarłym ciele, abyście nie musieli ulegać jego namiętnościom’ (Rz 6:12)
‚Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie’ (1 Tes 5:22)
Taka jest prawda, bo zazwyczaj chcemy sami decydować, co jest dla nas dobre, a co złe, i nie mamy ochoty wpuszczać Boga do naszego życia, aby stawiał przed nami swoją obiektywną moralność i swoje przykazania. W swojej własnej sprawiedliwości uważamy, że wiemy lepiej niż Bóg, którymi ścieżkami powinniśmy chodzić i jak być dobrym człowiekiem. Stajemy się bogami dla samych siebie, zaspokajając własne „ja”, i dlatego nie ma w nas miejsca dla Chrystusa, który wzywa nas do chodzenia w świętości i naśladowania Go na naszej drodze. Zatwardzamy więc serce i tłumimy prawdę, którą Bóg w swojej miłości i łasce przed nami kładzie, ponieważ chcemy iść szeroką drogą, a nie wąską — drogą, na której nasze ciało czuje się dobrze — zapominając jednak, że ta szeroka droga prowadzi do zagłady… wiecznej zagłady.
Zachęcam więc: posłuchaj tym razem nie swojego ciała, lecz Chrystusa, który mówi: „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie” (Ew. Mateusza 11:28) oraz: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, i bierze krzyż swój na siebie codziennie, i naśladuje mnie. Kto bowiem chce zachować duszę swoją, straci ją; kto zaś straci duszę swoją dla mnie, ten ją zachowa. Bo cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, jeśli siebie samego zatraci lub szkodę poniesie?” (Ew. Łukasza 9:23–25)
Bardzo mocne i istotne słowa ukazujące głębię niegodziwości aborcji z innej strony, o której raczej nie wielu z nas myślało…
”Szatan zabiłby Boga, gdyby tylko mógł, ale nie może. Zamiast tego zabija dzieci, ponieważ wie, że rani to Ojcowskie Serce i wywołuje chaos na ziemi.
Widzicie, aborcja jest w rzeczywistości sakramentem Szatana, ponieważ aborcja mówi: „Ty musisz umrzeć, abym ja mógł żyć”, ale Chrystus mówi: ‘Nie — to Ja muszę umrzeć, abyś ty mógł żyć’, i wybiera spośród wszystkich miejsc wejście w ludzką historię właśnie w łonie kobiety, aby odkupić ludzkość z jej grzechów. Dlatego Peter Kreeft, katolicki filozof, który wciąż żyje, wypowiedział się na temat aborcji bardziej proroczo niż jakikolwiek protestant, jakiego kiedykolwiek słyszałem. Powiedział: „Czyż nie wiecie, Kościele, że aborcja to demoniczna parodia Eucharystii? Dlatego używa tych samych świętych słów: ‚To jest Ciało Moje’, ale z przeciwnym, bluźnierczym znaczeniem”.
Czy myślicie, że to przypadek, iż centralna fraza całego przemysłowego kompleksu aborcyjnego i dzisiejszej kultury śmierci to te same słowa, których użył nasz Zbawiciel przy pierwszej komunii: „To jest Ciało Moje”?
A ponieważ Planned Parenthood jest nie tylko największym dostawcą aborcji na świecie, ale jest także największym dostawcą leków do zmiany płci (transpłciowości). Obydwie te formy okaleczenia nazywają opieką zdrowotną. Czy wiedzieliście o tym?
Jak nazywają operacje zmiany płci? Operacja potwierdzająca płeć (Gender affirming surgery). Jak nazywają aborcję? Prawo do reprodukcji (Reproductive right).
Zatem, jeśli nie mogą dopaść dzieci w łonie matki, dopadają je poza łonem. Bronią obydwu praktyk, używając argumentu autonomii cielesnej:”To jest moje ciało”. Jeśli chcę zabić to, co jest w moim ciele, kogo to obchodzi, ponieważ wąż powiedział mi w Księdze Rodzaju 3: „będziecie jak Bóg”.
Aborcja jest sakramentem religii świeckiego progresywizmu. Chrystus mówi: „To jest Ciało Moje, które za was będzie wydane; to czyńcie na Moją pamiątkę” – Słuchajcie więc, każdy ludzki konflikt jest ostatecznie teologiczny. To nie jest zbieg okoliczności, że argument za aborcją cytuje słowa naszego Zbawiciela’ – Seth Gruber
„A piekło jest najtrudniejszą ze wszystkich prawd. To nie jest temat, o którym można głosić z radością ani z poczuciem wyższości. Nie jest też czymś, czym można wymachiwać jak bronią. Ale musi być głoszone. Dlaczego? Bo Jezus o nim mówił. Bo apostołowie przed nim ostrzegali. Bo wczesny Kościół o nim nauczał. I dlatego, że ludzie giną, nie znając niebezpieczeństwa, które im grozi. Miłość zmusza kaznodzieję do tego, by krzyczał tam, gdzie inni szepczą, by płakał, ostrzegając, i błagał grzeszników, by uciekli przed nadchodzącym gniewem.
Żyjemy w czasach, w których uczucia stały się najwyższym autorytetem. Jeśli coś kogoś obraża — musi być złe. Jeśli rani czyjeś poczucie własnej wartości — musi być brakiem miłości. Ale biblijna miłość nie polega na chronieniu czyichś uczuć. Chodzi w niej o szukanie czyjegoś dobra. A największym dobrem, jakiego może doświadczyć człowiek, jest pojednanie z Bogiem przez Chrystusa. To pojednanie ma sens tylko wtedy, gdy rozumiemy przepaść, która nas od Niego oddziela. Przepaść prowadzącą do piekła.
Gdy kaznodzieje odmawiają mówienia o piekle, okradają ewangelię z jej mocy. Odbierają ludziom poczucie pilności nawrócenia. Ogołacają krzyż z jego głębi i zamieniają zbawienie w wybór stylu życia, zamiast w misję ratunkową. Zostawiają ludzi siedzących wygodnie w swoim grzechu, nieświadomych, że most przed nimi jest zerwany. Nie ma w tym niczego miłosiernego. To jak nakleić plaster choremu na raka i powiedzieć mu, że wszystko jest w porządku.
Piekło powinno łamać nam serca. Powinno nas uniżać. Powinno rozpalać w nas gorącą pasję głoszenia Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Nie po to, by ludzie mogli żyć swoim „najlepszym życiem teraz”, ale by mogli uciec przed wiecznym sądem, który czeka wszystkich odrzucających Chrystusa. Miłość nie milczy. Miłość ostrzega. Miłość woła na ulicach i wzywa mężczyzn i kobiety wszędzie, by się upamiętali i uwierzyli w ewangelię. To jest prawdziwa miłość.
Pominąć piekło w przesłaniu, to zostawić ludzi w ciemności. A jeśli mówimy, że ich kochamy, a jednocześnie wstrzymujemy prawdę, to nie rozumiemy ani miłości, ani prawdy. Piekło jest realne. Sąd nadchodzi. A miłość przemawia, niezależnie od ceny.” – Voddie Baucham
‚Grzech jest kosmiczną zdradą przeciwko Stwórcy. To świadoma decyzja, by sprzeciwić się Jego autorytetowi, złamać Jego prawo i drwić z Jego charakteru. A kara za grzech nie jest ustalana przez grzesznika, lecz przez Tego, przeciwko któremu zgrzeszono. Dlatego piekło nie jest przesadną reakcją. Jest koniecznym wyrazem Bożej sprawiedliwości. Nie byłby święty, gdyby przymykał oko na grzech. Nie byłby sprawiedliwy, gdyby lekceważył nieprawość. Tak jak nie nazwalibyśmy dobrym sędziego, który pozwala mordercom chodzić wolno, tak nie możemy nazwać Boga dobrym, jeśli nie rozprawia się sprawiedliwie z grzechem. Piekło nie dotyczy jedynie płomieni czy męki. U swego rdzenia chodzi o oddzielenie od Bożej łaski i obecności. To miejsce, w którym Boże miłosierdzie zostaje wycofane, a Jego gniew objawia się w pełni. To nie jest miejsce, w którym panuje szatan. To miejsce, w którym Bóg sądzi. Sam Jezus opisał je jako miejsce płaczu, zgrzytania zębów i ognia nieugaszonego.
Ostrzegał przed piekłem częściej, niż mówił o niebie — nie dlatego, że chciał straszyć ludzi, lecz dlatego, że chciał, aby zrozumieli powagę grzechu i pilność nawrócenia. Wielu ludzi dzisiaj odrzuca piekło, bo nie rozumie natury zarówno Boga, jak i człowieka. Zakładają, że ludzie są z natury dobrzy, a Bóg jest po prostu wybaczający. Ale taki pogląd ignoruje głębię ludzkiego zepsucia i wzniosłość Bożej świętości. Gdyby Bóg był wyłącznie miłością, a nie także święty, piekło może rzeczywiście nie miałoby sensu. Ale ponieważ jest jednym i drugim, piekło staje się nie tylko zrozumiałe — staje się konieczne’ – Voddie Baucham
‚I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle’ (Ew. Mateusza 10:28)
‚Na początku stworzył Bóg niebo i ziemię’ (Księga Rodzaju 1:1)
‚Przez wiarę poznajemy, że światy zostały ukształtowane słowem Boga, tak iż to, co widzialne, nie powstało ze świata zjawisk’ (List do Hebrajczyków 11:3)
Jezus, nasz Pan, przybrał ciało człowieka, jednak mimo tego nie popełnił żadnego grzechu (2 Koryntian 5:21; 1 Jana 3:5). Jego życie było doskonałe, czego absolutnie nie można powiedzieć o życiu Mahometa, proroka islamu, który popełnił wiele niemoralnych i niegodziwych czynów. Co więcej, jako doskonały Bóg stał się człowiekiem, aby umrzeć za nasze grzechy w naszym miejscu, znosząc nie tylko ból, odrzucenie i szyderstwo, lecz także przekleństwo krzyża, abyśmy w Nim zostali usprawiedliwieni.
Jeśli dziś nie jesteś osobą wierzącą albo jesteś muzułmaninem, a pragniesz prawdy, która wyzwala i zbawia, pójdź za przykładem Nabeela i studiuj Ewangelię. „I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (Ewangelia Jana 8:32).
„Zaufaj Panu z całego swojego serca i nie polegaj na własnym rozumie!” (Księga Przysłów 3:5)
„Powierz Panu drogę swoją, zaufaj Mu, a On wszystko dobrze uczyni.” (Księga Psalmów 37:5)
„Ufają Tobie ci, którzy znają Twoje imię, bo nie opuszczasz, Panie, tych, którzy Cię szukają.”( Psalm 9:11)
Każdy z nas przyzna, że w życiu, które już przeżył — niezależnie od tego, czy jest to 20, 30 czy 50 lat — były momenty ciężkie, trudne i naznaczone bólem czy cierpieniem. W takich chwilach nasza wiara bywa poddana próbie ognia i rodzą się różne pytania do Boga, choćby to najkrótsze: „Dlaczego?”
Chętnie usłyszelibyśmy odpowiedź, lecz nie zawsze ona nadchodzi. To sprawia, że nie wszystko dziś jesteśmy w stanie zrozumieć. Jednak najlepsze, co możemy zrobić — nawet jeśli nie obejmujemy jeszcze w pełni życia ze wszystkimi jego trudami — to zaufać Chrystusowi. On ma pieczę nad naszym życiem, a nie ma nikogo innego, do kogo moglibyśmy pójść z taką nadzieją i ufnością, jak do naszego Przyjaciela Jezusa.
Jeśli więc chodziła Ci po głowie myśl, aby odejść od Syna Bożego, bo życie stało się trudne do udźwignięcia, to warto przyłączyć się do słów apostoła Piotra pamiętającm że tylko w Chrystusie jest życie wieczne — bez bólu, cierpienia, śmierci i łez.
„Wtedy Jezus rzekł do dwunastu: Czy i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie! Do kogo pójdziemy? Ty masz słowa żywota wiecznego.” (Ew. Jana 6:68)
‚Całe Pismo przez Boga jest natchnione i pożyteczne do nauki, do wykrywania błędów, do poprawy, do wychowywania w sprawiedliwości’ (2 List do Tymoteusza 3:16)
Bardzo ciekawe spojrzenie, czy też przykład, na prawdziwość natchnienia Pisma Świętego przez Boga, które warto je rozważyć.
Warto też przy tej okazji spojrzeć na cały ten werset z Izajasza 14:13-14 mówiący ‚A przecież to ty mawiałeś w swoim sercu: Wstąpię na niebiosa, swój tron wyniosę ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze narad, na najdalszej północy. Wstąpię na szczyty obłoków, zrównam się z Najwyższym’. (W tłumaczeniu Biblii Warszawskiej. Na obrazku użyłem tłumaczenia Biblii Poznańskiej, gdyż wyraźniej podkreślała przekaz Dr. Barnetta)
Kiedy mu się przyjrzymy, łatwo dostrzeżemy pewien powtarzający się wzór (Ja) wstąpię, (Ja) wyniosę, (Ja) Zasiądę, (Ja) zrównam się, czyli tak dobrze nam, z naszego własnego życia znany wzór pychy, z którą nasze ciało jest dobrze zaprzyjaźnione, a która doprowadziła diabła do upadku, dlatego warto pamiętać, że ‚Pycha chodzi przed upadkiem, a wyniosłość ducha przed ruiną (Księga Przysłów 16:18), aby i nas do upadku nie doprowadziła.
Bądź więc zaprzyjaźniony bojaźnią Bożą i pokorą, a nie pychą, gdyż ‚Bojaźń Pana jest szkołą mądrości, a pokora poprzedza chwałę’ (Księga Przysłów 15:33)
Jeszcze jedno. Diabeł mówił ‚Ja’, a Chrystus: ‚Ojcze, jeśli chcesz, oddal ten kielich ode mnie; wszakże nie moja, lecz twoja wola niech się stanie’ (Ewangelia Łukasza 22:42)
Wielka różnica, po której też poznać dzieci diabła i dzieci Boga, pierwsi mówią z pychą ‚Ja’, a drudzy z pokorą ‚nie moja, lecz twoja wola niech się stanie’.